|
KACIK
POEZJI
Szanowna
Redakcjo,
Pisze z Polski. Przeczytalem ostatnio strony "POLSKI
DOM" - sa niewatpliwie interesujace !
Wychodac naprzeciw zaproszeniu Redakcji, proponuje wzbogacic
jeszcze "POLSKI DOM" o rubryke dajaca kolejne impulsy
dla chwili
refleksji i doznan estetycznych.
Taka strona mogl by byc np. "Kacik Poezji". Jesli
Panstwo
zaakceptujecie propozycje, bede w stanie wyslac do "Kacika"
troche wierszy ze swojej "szuflady".
Dzis wysylam tylko osiem, jako mala probke, tego co mogli by
w "Kaciku" zamieszczac prawdopodobnie rozni autorzy z
Kanady i
nie tylko.
Pozdrawiam i zycze wszelkiej pomyslnosci w Nowym Roku.
Grzegorz Moss
Link
do mojej strony z poezja: www.moss.dzs.pl
A
oto kilka wierszy, ktore otrzymalismy od autora.
Wszystkim
zainteresowanym udostepnimy adres autora po uzyskaniu jego zgody.
NIC
ZGOLA
W
DRODZE DO DĄBROWY
WYTRWAŁA
SUMERYJSKIEJ
BOGINI URODZAJU
NIE
WIEDZIELIŚMY...
MY
TĘ MIŁOŚĆ...
ŁAŃCUCHY
DWIE
WIEŻE – CZYSTA MATEMATYKA
...
NIC
ZGOŁA ... Zbójna,
25.10.94
Wyrzucony
rankiem poczuciem obowiązku
pośród
oślepłych skrzyżowań jesiennego deszczu
powierzyłem
los wąskiej nitce asfaltu
rzeźbiącej
ziemię ojców ...
Nic zgoła
w tym nie było
prócz
zapowiedzi tułaczych
świateł
zewsząd żegnanych w obce strony
oprócz
kilometrów ogłupiałych pod
kołami
słupów
z trudem omijających prędkość
dla stęsknionego
jutra ...
Nic zgoła
w tym nie było
zanim
nie poznałem swojskości
Rutek
metropolii
krów powściągliwych
środkiem
drogi rozkołysanych
bez
obawy klaksonu i pastucha
i bez słowa...
Nic zgoła
w tym nie było prócz chwili refleksji
Kurpiów
nowogrodzkich uśpionych
skansenem
oprócz
obietnic miłości
drewnianych kościołów
nadzieją
rzeźbiących zrozpaczonych
i życia
cmentarzy w środku życia
mimo śmierci
...
Nic zgoła
w tym nie było
zanim
nie odkryłem źrenic przodków
w
surowym drewnie świątków
dobrotliwych
przygarniających
nadzieją
pod
zamyślone kopuły
nawet
najmniejszych desperatów
Nic zgoła
w tym nie było
zanim
nie zawstydził mnie
Zbójnej
porządek wyłożony jak
na stole
zanim
nie powąchałem zielonych i
brunatnych
pajd gładko
sczesanych pól
zanim
nie pochyliłem czoła
Wtedy
przydrożne sosny rozpostarte
wiekiem
opiekuńczym
cieniem nad przejezdnymi rozkwitłe
i
dziewczyny na rowerach w przyszłość
wpatrzone
z
chrupiącymi koszami chleba w
bagażniku
dla
niecierpliwych dzieci
nakarmiły
oczy nawet ślepca ...
Wtedy Łyse
zdały się najpiękniejsze
w
kolorowej przedustawności
bezwietrznego spokoju
zapachem
swojskości zagród
mgłą
zadumy uśpione
najpierw
w wieczności
później
w niebycie za naszymi plecami ...
Wtedy
białe bezlistne brzozy
wystawiły
na próbę mój smak
zawstydziły
pamięć niepamiętliwych
źrenic
i
rozczochraną pochopność
rozsypały
w koło
Wtedy
rozpanoszył się ład
pośród
nawoływania psów
między
stogami drzemiącego siana
i
zakwitł głos koguta ledwie
słyszalnego
w uśpionych
uszach kurników
Wtedy
chybotliwe gałęzie mądre
instynktem wieków
pędzących
w zadyszce na ludzkim karku
i obojętne
na los człowieka według ludzkiej miary
zamazując
krajobraz bez namysłu
zmieniły
wszystko w krople deszczu ...
Tu wśród
olch wyniosłych strażników
najpiękniejsza
rosochata panna
na szczęście
obiecuje matczyny sen
przemęczonym
z dalekiego świata
Tu Dęby
to nie tylko drzewa ale ludzie i ich domy
powszednie
tygodnie i niedziele
i mądre
wróble medytujące na drutach
po szyję
w absolucie
bez
wyrzutu
bez
skargi...
Tu las
zasadził zadumę wspomnień
powabnego lata
wiosny
i zimy, i stu lat minionych
ziemi
splamionej przymusem
powracającym
do mnie i do naszych synów
teraźniejszością
gestów
i wciągle
nieprzejrzaną przyszłością...
Nic zgoła
w tym nie było...
wroc
W
DRODZE DO DĄBROWY Dąbrowa Białostocka,
22.06.84
Jadąc mijam
nieznane stacje
- wiedzcie najmniejsze
że ruch końskich
pysków
jak wy jest ruchem moim
a strachy na wróble
w moich rosną
garniturach
Przystaję wpół
zawrotu głowy
by wnet śpieszyć
gdzie ogony krowie
gryce drogowskazem
najwznioślejszym
a buzie dzieci połamanych
płotów
najmilszym semaforem
Huśtawek wzgórków
westchnionych zbóż
wierzb zbłąkanych
dróg
niecierpliwych uszu
owczych
piasków bez wskazówek
bez drożników nie
szukam
- idą same ...
I jak miałbym nie
wiedzieć
gdzie szlaki wronich
skrzydeł łopotliwe
sosnowej armii na apelu
wiarę dają spolegliwą
Tam pachnącą
znachodzę
i choć pióro
skrzypi
maczam w pochyleniu
karku codziennym
wroc
WYTRWAŁA
Zakopane, 9.09.84
Byłaś wytrwała
stopy w kamieniach
ostrych zostawiłaś
- stękały
nieme z wysiłku
Rosłaś nimi aż
wzrok twój
zawisł wysoko na
turniach chropawych
i nisko w dolinach upadłych
obok mego
Wnet uszy nasze z
wiatrem pofrunęły
ku strumieniom
szemrania na wyścigi...
Zanim ze szczytu Nosala
wzruszeni spłynęliśmy
w zakola przepaści
szerokiego traktu pod
reglami
- póki one wyrosły
i zanim pomarły
dłonie w cieniach
drzew i łodygach traw
zgubiłaś bez
reszty
Drżące znalazłem
i poznałem ...
Potem już tylko
skały
kłaniały się
nam nisko
a my im w odzewie
Nim tęsknotę
ukoił plusk Bystrej jednostajny
drżenie powiek
zgubiliśmy na zawsze...
wroc
SUMERYJSKIEJ
BOGINI URODZAJU Białystok,
21.06.81
Kiedy smukła
idziesz
włosy zadumę
na twym czole znaczą
- jesteś kobietą
!
Gdy zdążając
niespiesznie
od Lagesz do Akadu
horyzont nasycasz
pszenicą i jęczmieniem
- jesteś mi
kochanką !
Kiedy spoczywasz znużona
napełniwszy
Dwurzecze urodzajem
a uda twoje ścielą
je szafranem
- jesteś mi żoną
!
Inanno boska
gdy spoglądasz
ufnie
stopy twe jak Eufrat i
Tygrys wiodą do Sumeru
- krzyczę więc
-
niech ensi zwołuje
lud bogobojny !
wroc
NIE
WIEDZIELIŚMY... Rytro, 11.08.95
Nie wiedzieliśmy,
że zaniosą nas
oczy nasze tak wysoko,
na spotkanie Rytra w
stromiźnie zieleni,
świergotu dzieci
zaklętego
w murach warowni
czujnej nad Popradem,
pośród strzeliste
świerki w splątanych strumieniach,
między kamienie
skrytego wytchnienia
w dolinach Chrobrego.
Nie wiedzieliśmy,
że uniosą nas
nogi nasze tak wysoko,
wąską ścieżką
na rumakach chłopięcej wyobraźni,
ponad zieloną
Roztokę,
stromą nadzieją
ku Obłazom,
pośród wścibskich
chałup i dalej
między kamienie opłotków
wiejskiego gwaru psów,
w zachwyt bukowych
zboczy,
tajemnych karmicielek własnych
marzeń
- prosto w dłonie
spragnionego
wytchnienia kochanków.
Nie wiedzieliśmy,
że zaniosą nas
serca nasze tak wysoko,
łąkami
rozwichrzonego siana
chybotliwymi drogami w
zgłodniałe doliny,
ścieżkami
ludzi upartych przez stulecia
aż po chmurne
skrzydła wiatraka
obiecującego
życie zaklętymi ramionami,
raz w górę, raz w
dół ku radości,
do oddechu ponaglanego,
wprost w ujadanie psów,
w rozgrzanych zagrodach
Makowic.
Otrzyj łzy
niepotrzebne,
niech popłyną
kiedyś na spotkanie
modrzewiowych wspomnień
...
wroc
MY TĘ
MIŁOŚĆ...
Białystok, 4.03.99
My tę
miłość hodujemy codziennie
nosimy ją
na rękach, jak świętą
Karmimy kanapkami przy
drewnianym stole
do snu usypiamy gdy zmęczona
...
Wspominamy ją,
jak rosła codziennie
w tornistrach naszych
dzieci
Na zakurzonych
fotografiach sprzed lat
rozpoznajemy ją
według wzrostu ...
Obcałowujemy
ją naszymi wnukami
pieluchami owijamy
starannie
Zasmarkanymi nosami
wycieramy o chustki
- nosimy ją
na rękach, jak ikonę ...
wroc
ŁAŃCUCHY
... Choroszcz, 3.09.2001
Dom nasz
zawieszony między łańcuchami
rozkołysany
marzeniem ziemi i nieba
wspólnego losu
wybieranego latami
na jednym z końców
świata Drogi Mlecznej ...
Pierwszy łańcuch
pochyla nas ku ziemi
ogniwem po ogniwie,
mozolnie
splotem po splocie
schylonego karku
Jedną
po drugiej zanurza nasze ręce między kamienie ...
Drugi łańcuch
mnoży nasze plecy
przez wszystkie
algorytmy przedwczesnego świtu
Napięciem
mięśni zgłodniałych wolą trwania
przedkłada
jeden dzień nad drugi i nad gwiazdy ...
Trzeci łańcuch
prowadzi nas za rękę
codziennie po drogach i
bezdrożach
po znanych ścieżkach
wśród błądzących
na spotkanie najważniejsze
...
Czwarty łańcuch
liczy ranne stopy
skwapliwie oswajające
ostre kamienie
Znajome utrapienia
bierze za dobrą monetę
z ciężarem
niepomiernym bierze się za bary ...
Piąty
łańcuch unosi nas ku niebu
ogniwem po ogniwie,
krok po kroku
w wyżyny
aspiracji nieposkromionej wyobraźni
myślą
na przekór grawitacji - ku pewności ...
Szósty łańcuch
zniewala naszą wolę
bezduszną
determinacją od urodzenia
linią
horyzontu umykającą przed pragnieniami
aż
zmęczone zamkną oczy ...
Siódmy łańcuch
uwalnia nas od wszystkiego
za niedolę
naszą w ziemi naszej obiecanej
Przelęknionym
rankiem i wieczorem
przyzywa czas innego
jutra ...
Ósmy łańcuch
karze nas za nierozsądek
i każe
myśleć o ośmiu
ścieżkach zbawienia
najpoważniej
w każdej chwili wieczności
póki istniejemy na
zawsze ...
wroc
DWIE
WIEŻE – CZYSTA MATEMATYKA
... Choroszcz, 11.09.2002
Dwie wieże,
jedna myśl
Rosły,
żyły, liczyły
- jedna wieża
plus druga wieża
Strony świata
zachwalały światu podzielonemu na dwa
Zachody dodawały
do wschodów sumiennie
słuchały,
obiecywały, wierzyły ...
Nie odczytały
algorytmów - nie pojęły ...
Runęły
!
Jeden świat
plus dwie wiary
- to dwa światy
Dwa światy
razy jedno pragnienie
razy dwie metody i
jeden cel
to żal
nierówny jedności ...
Dwa światy
równe trzem szaleństwom
- każde
z osobna i wspólne
Jedno szaleństwo,
to tysiąc śmierci
każda
śmierć nie równa drugiej i równa
Dwa stalowe ptaki, to o
dwa mniej i za dużo o dwa
to jedno celne
trafienie w chybiony cel ...
Dwie pamięci
plus teraźniejszości dwie
plus wartości
przodków w setnej definicji
minus jeden rozum
to wciąż
młode zmartwienie ...
Jeden płacz,
to nie jeden śmiech
Łza mianownikiem
zbyt małym dla myśli
Dwie otarte łzy
– to dwie nowe
- tysiąc,
to o dwie za mało
o twoje i o moje dwie
...
Jedno okrucieństwo
- o jedną więcej, o sto ?
Równanie nie spełnione
!
Jedno szaleństwo
nie wystarczy śmierci
- śmierć,
to nie życie !
Mury nie równają
się ścianom
gruzy – murom ...
Nie przeliczyłyśmy
jeszcze algorytmu śmierci
- to nie możliwe
że upadłyśmy
tak nisko ?
- niepoliczonym
11.09.2001 - w pierwsz ą
rocznicę !
wroc
|