Zamiesczony w magazynie "GAZETA" 3-5 maja 2002 roku

Witold Liliental

 A propos Konstytucji – nieco inaczej…

 

      Wychowany zostałem w tradycji wielkiego kultu dla Konstytucji Trzeciego Maja, jej twórców i spuścizny. Zbliża się  kolejna, już 211 rocznica tego wielkiego aktu.  Jak już przy innych okazjach wspominałem na łamach gościnnej „Gazety”, nie jestem żadnym historykiem. Ale historia, szczególnie ta nasza, polska, zawsze mnie fascynowała, bo też zawsze widzę w niej jakieś continuum, jakąś ciągłość tego, co było, z tym, co jest. Zechcą więc  łaskawie wybaczyć mi profesjonaliści, że inżynier bierze się tu za nie swoje sprawy. Jednakże, chciałbym i ja napisać dziś ŕ propos Konstytucji, chociaż... nieco inaczej.

Mieszkając w Kanadzie, jesteśmy sąsiadami przez miedzę Stanów Zjednoczonych. Oglądamy amerykańską telewizję, słuchamy często amerykańskich stacji radiowych. Ja sam, na przykład, lubię słuchać Paula Harvey, świetnego felietonisty, który opowiada rożne ciekawe historie, zawsze jednak pozostawiając jeden znaczący szczegół. Ujawnia on ten zaskakujący szczegół dopiero na samym końcu felietonu, dodając swoje sakramentalne: „And now you know the rest of the story”. Wspominam o tym, mimochodem, ponieważ  zauważyłem, że wielu Polaków, zarówno w Kraju, jak i w Stanach, lubi powoływać się na związki historyczne Polski z Ameryką.  Są nawet tacy, którzy uparcie twierdzą, że kontynent amerykański odkrył nie żaden  tam jakiś Kolumb z Genui, tylko właśnie Polak, Jan z Kolna (Joannis Scolvenius) jeszcze hen w XII wieku. Dowodów historycznych jednakże brak i nie będę w tej kwestii głosu zabierać. Natomiast historycznie niezaprzeczalnym faktem jest, że w okresie  Rewolucji Amerykańskiej, Polska „pożyczyła” Amerykanom dwóch generałów: Kazimierza Pułaskiego i Tadeusza Kościuszkę. Podnoszą się  dziś glosy, że czas, by USA zwróciły dług. Może być bez procentów, wystarczy dwóch generałów, a najlepiej, to General Electric i Gerneral Motors. No, ale czas skończyć z żartami. Chciałbym napisać dziś o stosunkowo mało znanym, ale autentycznym fakcie, rzeczywiście wskazującym na historyczne związki pomiędzy Polską a Stanami Zjednoczonymi. A że Stany to nasz sąsiad i pierwsza potęga światowa, wiec i kanadyjskich Polaków powinno to zainteresować.

Otóż zbliżał się  koniec XVI stulecia, kiedy na terenie Anglii pojawiła się  nielegalnie wydana książka pod łacińskim tytułem „De optimo senatore” (O najlepszym senatorze). Królowa Elżbieta kazała ją spalić. Nic dziwnego. Książka ta zdążyła już narobić niemało zamieszania w Europie i strachem przeszyć niejednego monarchę Bo też głosiła ona nie byle jakie herezje. Oto tylko niektóre z nich:

„... W prywatnym szczęściu poszczególnych poddanych leży ogólne publiczne szczęście wspólnoty... Wszyscy obywatele rodzą się  równi i mają równe prawa”. I jeszcze gorsze: „... Królowie stworzeni są nie dla siebie, lecz dla swoich poddanych”. Wreszcie, najgorsza, najbardziej demoniczna myśl z tamtego dzieła: „... czasami, naród poirytowany tyranią i zagarnięciem władzy przez swojego króla, przyjmuje na siebie niewątpliwe prawo do wywalczania swoich swobód, by przez konspirację lub w otwartej walce zrzucić z siebie jarzmo, a ster rządów we własne ręce przejąć...”.

Drugie wydanie „De optimo senatore” w Anglii podzieliło los poprzedniego, ale pojedyncze egzemplarze, przechowywane w tajemnicy, przetrwały. Trzecie wydanie, tłumaczone z łaciny na angielski przez niejakiego Williama Oldisworth, trafiło już na bardziej podatny grunt. Siedemnastowieczna Anglia dojrzewała do liberalizacji. Gdy w 1648 r. kraj ten ogarnęła rewolucja Cromwellowska, myśli cytowane wprost z „Senatora” służyły już za moralną podstawę i oficjalną wykładnię polityczną.

Popularność nowego prądu w historii sprawiła, że książka nasza trafiła wreszcie aż za ocean, do Nowej Anglii, gdzie jej idee wolnościowe przyświecały szeregowi pokoleń. Aż  stało się  dokładnie tak, jak autor przewidział. Lud amerykański, poirytowany tyranią króla angielskiego, zrzucił z siebie jarzmo, by we własne ręce ster rządów przejąć. (W tym miejscu maleńka dygresja. Nie jest to bynajmniej przytyk do Kanady, która, jak wiemy, powstała na gruncie lojalizmu wobec Wielkiej Brytanii, ale ze Stanami Zjednoczonymi już się dawno pogodziła).  Książka nasza miała wreszcie znamienny wpływ na jednego z wielkich myślicieli tamtych czasów – Tomasza Jeffersona. W swoim liście do Jamesa Madisona pisał on, że nie było jego zamierzeniem wymyślenie nowych idei, ani sentymentów, których nikt jeszcze przed nim nie wypowiedział. I tu pisał prawdę. Bowiem szereg myśli i sformułowań z „Senatora” Jefferson przeniósł do Konstytucji Stanów Zjednoczonych.

W kilka lat później, te same zasady legły u podstaw naszej własnej Konstytucji Trzeciomajowej. I w ten sposób dwie demokracje, amerykańska i europejska z nad Wisły, oparły się  na tych samych przesłankach, wykuwając przyszłość swoich narodów

Ale to jeszcze nie koniec. Napisałem , że książka pojawiła się  w Anglii, jednakże nie wspomniałem o tym skąd przywędrowała. Czy są chętni do odpowiedzi? Szanowni Czytelnicy może domyślają się... Tak, rzeczywiście z Polski. Jej autorem był Wawrzyniec Goślicki, (Laurentius Grimaldus Goslicius) biskup, kanclerz koronny Rzeczypospolitej. Urodzony pod Płockiem w 1533 r., Goślicki studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim, by doktoryzować się w dziedzinie prawa kanonicznego we Włoszech. Tam też, w 1568 r. powstało dzieło „De optimo senatore”.  I  dopiero teraz mogę dodać, jak Paul Harvey, że  „now, you know the rest of the story”

Mamy wiec powód do dumy. Nie tylko pożyczyliśmy Stanom Zjednoczonym dwóch generałów, ale także, myśli naszego rodaka, niezwykle, jak na tamte czasy, śmiałe i wybiegające w przyszłość, doczekały się uwiecznienia w Konstytucji Stanów Zjednoczonych i tej, bliższej naszym sercom, z 1791 r. Z przykrością, ale gwoli prawdy historycznej, należy też stwierdzić, że  Goślicki, za głoszenie swoich, jak na tamte czasy, rewolucyjnych tez, został w 1578 r. ekskomunikowany. Ale pamiętajmy, że jego los podzielił już wcześniej Galileo Galilei... Były to inne czasy, kiedy o Soborze Wartykańskim II jeszcze nikomu się nie śniło.

Konstytucja Trzeciego Maja była owocem światłych myśli Wawrzyńca Goślickiego oraz późniejszych elit intelektualnych, które zdobyły się na czyn i na śmiałe stwierdzenie, że trzeba coś zmienić, bo „nasz okręt tonie”. Zawsze powtarzam, że Konstytucja Trzeciego Maja przyszła zbyt późno, by ocalić  państwo polskie u schyłku 18 stulecia, ale ocaliła je na dłuższa metę. W wyniku jej uchwalenia wstąpił w obywateli Rzeczypospolitej nowy duch wspólnoty. I ten duch towarzyszył Polakom przez cały okres zaborów, przyświecał idei odzyskania niepodległości. Bez tego ducha nie byłoby siły napędowej do powstań narodowych, do tworzenia Legionów Piłsudskiego i do odzyskania niepodległości w 1918 roku. Wielkość naszej Konstytucji, to idea stworzenia demokratycznego państwa, opartego na prawie, postępie, równości dla wszystkich jego obywateli i zapewniającego im swobody polityczne. Niech Majowa Jutrzenka żyje w sercach wszystkich Polaków.   

Od administratora strony Polski Dom 2000
   
Szanowny Czytelniku, jesli spotkasz publikacje, ktora Twoim zdaniem pokazuje osiagniecia Polakow, ktore sluza innym narodom przeslij je do nas.
W miare naszych mozliwosci bedziemy je zamieszczac na naszej stronie.
Bardzo mile bedzie widziany material w jezyku angielskim, ktory oczywiscie bedziemy chcieli umiescic w angielskiej czesci naszej strony.

Z gory uprzejmie dziekuje.